Od sierpnia zaczęły się moje poszukiwania za e46 M37 (2.0d 136), auta chodzą w dość atrakcyjnej cenie to pewnie znaleźć fajne autko do 16 000 to żaden problem! O tuż bardzo okrutnie się pomyliłem, rynek jest nasycony szrotami przytarganymi z zachodu.
Pierwsza Bunia którą pojechałem obejrzeć wydawała się pięknym wozidłem, srebrna zadbana trójeczka, skóra w środku, jeżdżona przez Polaka z Austrii, na polskich blachach. Właściciel zapytany dlaczego sprzedaje to auto uzasadnił to dość logicznie, mówiąc że nie opłaca mu się rejestrować auta w Austrii z uwagi na akcyzę, a austriacka drogówka mu żyć nie daje z uwagi na obce numery rejestracyjne, po sprawdzeniu tych informacji rzeczywiście wychodziło na to, że właściciel nie kłamie, sprowadzanie aut z Polski do Austrii zupełnie nie ma sensu, a austriacka policja skrupulatnie sprawdza polskie samochody. Samochód prezentuje się ślicznie, po odpaleniu nie kopci, cud miód i orzeszki. Zachwycony autem, myślę sobie “za pierwszym razem trafiłem w dziesiątkę”, po przejechaniu się autem ostatni etap, sprawdzanie detali… Zaczęło się na bagnecie, miarka pokazała że oleju jest poniżej minimum ( odczekaliśmy aż olej spłynie). Po dogłębnej analizie mój mechanik szepnął mi, że do auta mógł być dolany Motodoktor, preparat służący do uszczelniania silnika a w konsekwencji jego stosowanie ma katastrofalny wpływ na silnik.
Ostatnie komentarze